Góra Przeznaczenia

KTO ZDOBĘDZIE SZCZYT W BŁĘKICIE
BĘDZIE TYM, KTO JEST NA SZCZYCIE

 

Mówią, że każdy Japończyk powinien raz w życiu wspiąć się na szczyt góry-wulkanu Fuji. A szczyt ten to 3776 metrów n. p. m., więc całkiem kawałek drogi…

mount-fuji-395047_1280a

fot. Pixabay

Wspinaczka na Fuji jest zatem bardzo popularna, nie tylko wśród Japończyków ale i turystów. Internety twierdzą, że co roku wdrapuje się tam ponad 200 000 osób. Znaczy, to nie może być takie trudne, prawda? No cóż…

Jakiś czas temu dwójka znajomych oznajmiła, że idzie się wspinać, pojutrze. Nie należę do zbyt spontanicznych osób, ale tym razem „nie straciłam na namyśle niepotrzebnym czasu wiele” i zdecydowałam się do nich dołączyć. Co prawda, moje samopoczucie fizyczne wyraźnie mówiło mi, że to może nie być najszczęśliwszy pomysł i powinnam raczej siedzieć w domu i pić ciepłą herbatkę, niż uprawiać wspinaczkę wysokogórską, ALE. <tutaj szybka refleksja>

„To moje ostatnie dni w Japonii w tym roku, a nie wiem kiedy przyjadę znowu. Akurat mieszkam w Tokio, skąd jest w miarę szybki i wygodny dojazd. Właśnie trwa sezon wspinaczkowy. Mam wolny weekend na który zapowiada się ładna pogoda oraz chętne na wycieczkę towarzystwo. KIEDY NASTĘPNYM RAZEM TRAFI SIĘ TAKA OKAZJA?”

Szybki research internetów uświadomił mi jednak, że ŁATWO NIE BĘDZIE.

Wybraliśmy Yoshida Trail, bo pisali, że najłatwiejszy, że się idzie prawie po płaskim gruncie… Chyba nie chcę wiedzieć jak wyglądają pozostałe szlaki. Aha, warto dodać, że zdecydowaliśmy się na NOCNĄ wspinaczkę, tak, aby zobaczyć z Fuji wschód słońca. (W ostatnią noc sylwestrową samotnie wspinałam się na górę Takao, by oglądać stamtąd noworoczne słońce, więc miałam pewność, że świt na Fuji będzie widokiem tym bardziej niezapomnianym. Zwłaszcza, że Fuji jest ponad 6 razy wyższa od Takao…)

Oficjalne przewodniki mówią, że przejście Yoshida Trail zajmuje 6 godzin. Dziadzio w informacji turystycznej na początkowej stacji także odradzał nam rozpoczynanie wspinaczki przed zachodem słońca, bo „będziemy na szczycie za wcześnie i niepotrzebnie zmarzniemy…” Tere-fere. Naszej niedoświadczonej trójce wejście zajęło 10 godzin, więc start wędrówki o 18:30 ledwo pozwolił nam usadowić się na skałach wokół szczytu o 4:30 i cyknąć fotki w odpowiednim momencie.

odpowiedni moment.

Dla mnie najtrudniejszy był początek trasy (który z kolei dla moich towarzyszy był całkiem przyjemny), między 5. a 7. stacją (szlak zaczyna się na 5. stacji). Niby idzie się po niezbyt stromym terenie, za to żwirowo-piaszczyste podłoże sprawia, że stopy zapadają się w ziemię i trzeba solidnie spiąć mięśnie, żeby ruszyć się z miejsca. Przyznaję – ten odcinek przeszłam jak paralityk.
Górna część trasy, powyżej 8. stacji, wygląda podobnie – z tym, że tam zaczyna robić się tłok i kolejka na szczyt, więc i tak nie da się poruszać specjalnie szybciej.

Gdy słońce zaczyna wschodzić każdy siada gdzie popadnie, byle tylko wyciągnąć aparat na czas

Między 7. a 8. stacją natomiast znajduje się kilkanaście punktów postojowych (taak, to tam gdzie toalety są za 200 jenów, chińskie zupki za 600, a nocleg na podłodze kosztuje 5000) oddzielonych mniej więcej 20-minutowymi odcinkami wspinaczki po skałach. Tak, STROMYCH skałach, po których przejście bez wspomagania się przybitymi do nich łańcuchami jest bardzo trudne nawet w dzień, a ja przecież szłam tamtędy w nocy, z ciężkim plecakiem i dwiema torbami na ramionach…. I wbrew pozorom to był dla mnie najprzyjemniejszy etap wspinaczki!:D

Po co mi te dwie torby, jak większość ludzi miała tylko plecak? No cóż, jak mówią, „lepiej nosić niż się prosić” – przynajmniej ekwipunek miałam przyzwoity. Ciepłe rzeczy (5 warstw – mieszkając w Tokio trudno sobie wyobrazić, że w lipcu może być gdziekolwiek 0 stopni, ale cieszę się, że nie pogardziłam radami z internetu, bo BYŁO ZIMNO), zapas jedzenia, napojów (na szlaku buteleczka wody za 400 jenów/ok. 15 zł ? NO CHYBA NIE.), latarka, baterie, rękawiczki do wspinaczki, foliowa odzież i osłony na buty w razie deszczu, karimata, leki, aparat…

SONY DSC

Już po świcie, ostatnie metry do szczytu

Większość stron poświęconych Fuji informuje, żeby w sezonie koniecznie zarezerwować miejsce w schronisku, bo należy się przespać lub przesiedzieć parę godzin żeby nie dostać choroby wysokościowej, a w lipcu i sierpniu na szlaku są tysiące osób… No, może w ciągu dnia. W nocy, nie powiem, ludzi było sporo, ale faktycznie kolejka utworzyła się dopiero pod samym szczytem. Nie wykluczam, mogło tam być 1000-1500 osób, ale prawie we wszystkich schroniskach były jeszcze wolne miejsca. My, biedni studenci, oczywiście nie zamierzaliśmy korzystać z noclegu, ale moim towarzyszom po pewnym czasie zrobiło się trochę słabo z niedotlenienia. Na tę przypadłość schroniska sprzedają butle z tlenem, oczywiście w odpowiedniej cenie… Ja nie odczułam specjalnej różnicy w składzie powietrza, i odwrotnie od innych, im wyżej, tym miałam więcej energii.

SONY DSC

6 rano…

Ale na takiej wycieczce bardziej od siły mięśni liczy się siła ducha, wytrwałość. Bo przecież najpierw człowiek idzie 10 godzin wbijając wzrok w skały oświetlone jedynie własną latarką (na Fuji nie ma latarni, za wyjątkiem oświetlenia chatek postojowych), a potem myśli „nooo, to teraz już z górki!” …i złazi z tej „górki” kolejne 5 godzin po kostki w czerwonym pyle i ze żwirem w butach, a końca nie widać!

SONY DSC

Aż na kraj świata!

Ale czy warto? Chyba warto, bo kiedy już wyjdzie słońce i człowiek zacznie cokolwiek widzieć, to oczom ukazuje się połączenie „Wędrowca nad morzem mgły” Friedricha i krajobrazu stoków tolkienowskiej Orodruiny. A jak wiadomo, ONE DOES NOT SIMPLY WALK INTO MORDOR.

 

Santa Evita
Advertisements

One thought on “Góra Przeznaczenia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s