Kolacja z wampirem

fot. VANGELISA PHOTOGRAPHY

Od dawna uważam, że Japończycy są mistrzami w wypełnianiu wszelkich luk rynkowych. Logiczne, że jeśli rośnie popyt to rośnie podaż, ale sztucznie stworzyć popyt na coś to jest sztuka. Tak jest właśnie z japońskimi restauracjami tematycznymi.

Japonia jest jednym z tych krajów, gdzie forma i ceremoniał mają duże znaczenie, więc zarówno kultura jedzenia, jak i jego estetyka to tematy rozbudowane jak Encyclopedia Britannica. Jedzenie ma być doświadczeniem, ma być przeżyciem! Noo dobra, wiadomo, że nikt nie będzie celebrował idealnie trójkątnego kształtu kupionego w sklepie całodobowym onigiri… Ale jeśli wyjście do danej knajpy ma być ATRAKCJĄ SAMĄ W SOBIE (zważcie, że nie mówię tu o codziennych obiadkach, bo też i miejsca jakie zaraz wymienię raczej wymagają rezerwacji na kilka dni do przodu) to znaczy, że:
a.) jedzenie tam mają zaiste wyborne
b.) jedzenie jest tam prześlicznie podane, smak może być i przeciętny, ale będzie fajna fotka na sns,
c.) sama knajpa, jej położenie czy wystrój odznaczają się czymś wybitnym.
Restauracje tematyczne należą oczywiście do trzeciej kategorii (tudzież drugiej, ale z pierwszą to już nie przesadzajmy).

Na ścianie nad laptopem przykleiłam sobie świstki z informacjami o ciekawych miejscach, które chciałabym odwiedzić; jest i strona „Theme Cuisine” wyrwana z darmowego magazynu Ooedo. Z góry strony uśmiecha się Hitomi, rezydentka jednego z maid cafes, którą nawet poznałam podczas mojej pracy tłumacza w rzeczonym przybytku. Teraz jednak uwagę moją przyciągnął nagłówek „Gothic Gourmet” opisujący Vampire Cafe na Ginzie. Doskonale, Ginza to moje znajome rejony. Na stronie ostrzegają jednak, by zrobić rezerwację i słusznie, bo miejsce jest dosyć małe – jedna komnata (no nie mam serca nazwać tego „pokojem”, ale „sala” to już za dużo powiedziane) z sześcioma alkowami („boksami”, „przedziałami” mówiąc bardziej zrozumiale) i trzema stolikami na środku.

plomien1S
Można sobie przysiąść na trumnie.

Vampire Cafe mieści się w budynku do bólu normalnym – ale po wjeździe na 7. piętro najpierw wita nas elektroniczny dzwonek wydający złowieszcze dźwięki i krzyki, potem spomiędzy luster wyłania się mroczny kelner, by przeprowadzić nas (do rzeczonej komnaty) przez korytarz, którego jedynym oświetleniem jest podłoga, jarząca się krwawą czerwienią.

SONY DSC
Podłoga we wzór erytrocytów, żeby wątpliwości nie było.

Nie mam zdjęcia pana kelnera, bo stwierdził, że przecież on się w lustrach (a więc i lustrzankach) i tak nie odbija… A luster w lokalu nie brakuje.

SONY DSC

Menu stara się być mroczne, ale poza tym, że księga je mieszcząca ma formę grimuaru, to wizualnie jedzenie nie powala. Chociaż przyznam, że lody w kształcie pająka i pizza złożona w kształt zapieczętowanej koperty były całkiem ładne.

SONY DSC

Patrząc po innych stolikach, zauważyłam, że niektóre potrawy (chyba to była pieczeń z kurczaka?) podawane są płonące (i to nie był byle płomyczek jak przy crème brûlée, to było, kurczę pieczone, ognisko na pół stołu!) a innym towarzyszyły inkantacje i klątwy podchwytywane chórem przez resztę staffu. Aha, warto wiedzieć, że nie wystarczy pokazać kelnerowi palcem pozycji w menu, że „to” chcemy. Nie zrozumieją, że „to”, ani, że „tę sałatkę”. Trzeba poprawnie przeczytać nazwę: „Las upiorów po którym błąkają się nietoperze” (蝙蝠が彷徨う死者の森 ) czy „Skąpane we krwi morze drzew” (血に塗れし樹海 ) jeśli wolimy spaghetti. Albo tiramisu „Nagrobek ofiary uśpionej na wzgórzu rozpaczy” (絶望の丘に眠る犠牲者の墓標). I tak dalej. Doprawdy, Charles Baudelaire mógłby o tym menu wiersze pisać.

SONY DSC

Za to specjalnością tutejszą są drinki, głównie alkoholowe, o różnych uroczych nazwach, które fanom powieści gotyckich z pewnością nie są obce. I tu znowu triumf formy nad treścią, bo co za różnica, jak smakuje drink, jeśli nazywa się „msza”, ma kolor zakrzepłej krwi i jest podawany w kryształowym pucharze? Albo drink podświetlony wrzuconą do szklanki razem z kostkami lodu zieloną lampką? Albo drink przyozdobiony czekoladowymi szponami nosferatu?

SONY DSC

(NO DOBRA, BYŁY PYSZNE, PRZYZNAJĘ! W sumie to nawet dosyć dziwne, bo w Japonii zazwyczaj drinki są tak rozwodnione, że nie czuć nie tylko alkoholu, ale nawet soku, który stanowi jego bazę…)

SONY DSC

Niestety, ciemno tam jak w krypcie, więc zdjęcia specjalnie nie wyszły.

SONY DSC

Santa Evita
Advertisements

3 thoughts on “Kolacja z wampirem

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s