Sylwester w Japonii

Ostatni sylwester nie zapowiadał się za ciekawie. W Japonii nie jest powszechne żegnanie starego roku w tak hucznym stylu jak u nas, a przynajmniej nie 31.12. Bōnenkai, czyli imprezy na „zapomnienie mijającego roku” są organizowane pod koniec grudnia, ale w sylwestrową noc (Ōmisoka) większość ludzi siedzi w domach, zajadając toshikoshi soba (makaron gryczany na „przejście granicy między starym i nowym rokiem”) oglądając coroczny teleturniej muzyczny Kōhaku Uta Gassen i czekając na joya no kane, czyli 108 uderzeń dzwonów (biją w dzwony w okolicznych świątyniach buddyjskich) zapowiadających nowy rok. Nie ma żadnych fajerwerków – fajerwerki kojarzą się w Japonii z sezonem letnim. Prawdziwym świętem jest dopiero 1 stycznia: pierwszy dzień nowego roku to czas dla rodziny, wspólne jedzenie osechi ryōri (potraw noworocznych), dzieci dostają koperty z otoshidama (noworoczne kieszonkowe)…
Ale zaraz, miało być o sylwestrze!

SONY DSC

Szukając najbardziej budżetowej opcji spędzenia sylwestra (czyli „na-pewno-nie-impreza-w-klubie”) wyczytałam, że poza klasycznym siedzeniem w domu wśród Tokijczyków modne jest też nocne wspinanie się na górę Takao, aby oglądać ze szczytu pierwszy w nowym roku wschód słońca, hatsu hi no de. Brzmiało nieźle, więc spakowałam plecak, ściągnęłam na telefon mapę, wsiadłam w pociąg i o 23:30 stanęłam u podnóża góry Takao. Do połowy trasy jest wyciąg-kolejka, ale ja postanowiłam przejść całą trasę na własnych nogach. A pod nogi trzeba było patrzeć, bo latarnie były rozmieszczone bardzo rzadko (ale przynajmniej były! Nie to co na górze Fuji na którą wspinałam się pół roku później. Aha – ale warto zauważyć w tym momencie, że Takao w porównaniu z Fuji to pagórek – zaledwie 599 m.)

SONY DSC

Pierwszy odcinek trasy. TAK, JEST STROMO – a zważcie, że szłam po ciemku!

Nie byłam sama na szlaku – piechurów ogólnie było całkiem sporo. Mijałam zarówno eremitów z dzwoneczkami przypiętymi do plecaków, zakochane pary jak i hałaśliwe grupy młodzieży, które chyba przyjechały tu prosto z zakrapianej imprezy na Shibui.

Miałam w plecaku parę butelek wody, ale jednak w środku zimy wypada się napić czegoś ciepłego, więc na kolejnych stacjach do szczytu wydawałam fortunę na ciepłe amazake – „słodkie sake” – słodki napój ze sfermentowanego ryżu, który jednakowoż z sake ma niewiele wspólnego, bo alkoholu zawiera od 0 do 0,5 %. Ale ciepły, kaloryczny napój to coś, co na szlaku jest warte każdej ceny.

W połowie drogi na szczyt jest świątynia buddyjska. Teoretycznie hatsumōde – pierwszą noworoczną wizytę w świątyni składa się raczej w przybytku shintoistycznym niż buddyjskim, ale przed świtem to się jeszcze nie liczy, więc obskoczyłam wszystkie figury i ołtarze i nabyłam obowiązkowe wróżby i talizmany.

SONY DSC

Już miałam wracać na szlak, gdy zobaczyłam, że niektórzy ludzie zdejmują buty i wchodzą bocznym wejściem do głównego pawilony świątyni. Zdziwiło mnie to, bo typowa wizyta w świątyni nie zakłada faktycznego wejścia do pawilonu – ludzie modlą się stojąc przed nim. Stanęłam zatem w kolejce, zdjęłam buty i weszłam razem z innymi. „Nie wiem, co tu się odbywa, ale wejdę, najwyżej mnie wyproszą, w końcu jestem tylko głupi gajdzin…”

SONY DSC

Cieszę się, że weszłam – to było naprawdę egzotyczne przeżycie; pierwszy raz czułam się w Japonii niczym reporter z National Geographic. A działo się, co następuje:
Weszłam do głównego pokoju i usiadłam z wszystkimi na matach tatami. Za plecami miałam przesuwne drzwi za którymi modlili się ludzie stojący na zewnątrz. Przeciwległą ścianę stanowiły trzy wielkie ołtarze, których jednak z tej odległości nie widziałam zbyt wyraźnie. Panował czerwony półmrok; ciemny kasetonowy sufit odbijał niewiele światła sączącego się z dekoracyjnych, mocno „orientalnych” złotych żyrandoli. Pośrodku pokoju był czworokątny podest na środku którego płonął ogień – wokół ognia siedziało kilkunastu mnichów. Jeden z mnichów wstał i zwróciwszy się w naszą stronę zaczął odczytywać modlitwę, w której, o ile dobrze zrozumiałam, wymieniał imiona wszystkich bóstw, które prosi o pomyślność w nadchodzącym roku. Trochę to trwało. Potem wszyscy mnisi zaczęli chóralnie recytować modlitwy we wręcz transowym rytmie. Scena jakby wyjęta z filmów, które oglądałam na wykładzie o religiach Japonii!
Na koniec nabożeństwa wszyscy obeszliśmy pokój składając ukłon przed każdym ołtarzem, a wychodząc dostaliśmy tekturkę ze szczęśliwym znakiem.

SONY DSC

To była jakaś trzecia w nocy; dalsza część wędrówki na szczyt upłynęła mi już bez przygód.
Za to na szczycie – czyli w sumie niewielkiej płaskiej przestrzeni – już siedziało tyle osób, że ledwo dało się przejść. Ile tam mogło być ludzi, kilkaset, tysiąc? Wcisnęłam się między dwóch chłopaków siedzących na murku, oparłam plecy o jakiś krzak i próbowałam przetrwać te dwie-trzy godziny do świtu w arcyniewygodnej pozycji, bez możliwości ruszenia się choćby na krok, bo ciągle napływający ludzie usadawiali się nieledwie na moich stopach.

SONY DSC

Zdaje się, że o tej czwartej rano to i na Roppongi nie było takiego tłumu!

Jutrzenka nie przyniosła ukojenia – gdy tylko zaczęło się rozwidniać wszyscy wyciągnęli telefony i aparaty i zaczęli uwieczniać pierwszy wschód słońca, więc gdyby nie mój wysoki wzrost to utonęłabym w tym morzu ludzi włażących sobie na plecy, żeby tylko uchwycić najlepszy kadr.

SONY DSC
Gdy słońce zaczęło wyglądać zza horyzontu przybyli mnisi ze świątyni i rozpoczęli noworoczne chanty. Chanty chyba przyniosły skutek, bo słońce wstało w pełnej krasie, co jest przecież nie tak częstym widokiem w zimowy poranek.

SONY DSC

Schodzenie zawsze zajmuje mniej czasu – ale i tak na dole znalazłam się dopiero po 8 rano, bo dopiero przy świetle dziennym miałam czas docenić piękno górskiej przyrody, której tak mi brakowało, tak w Tokio, jak i w Warszawie…

SONY DSC

Czerwone klony są wspomnieniem jesieni.

SONY DSC

Zaś kwitnące zimą śliwy zapowiadają wiosnę.

Pięknie było. Na pewno kiedyś wrócę na Takao.

Santa Evita
Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Sylwester w Japonii

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s