Miasto nad rzeką herbaty

Jakieś 14 lat temu wykiełkowała we mnie wielka i absolutna miłość do herbaty. Samemu herbacianemu hobby pewnie poświęcę notkę w innym czasie. Teraz zaś opiszę jedną z moich wycieczek śladami herbaty!

Pierwszy ogród herbaciany miał powstać pod koniec XII wieku przy świątyni Toganō (obecnie Kōzan-ji) na północno-zachodnich obrzeżach Kioto, lecz wkrótce przeniesiono część sadzonek w rejon Uji (na południe od Kioto) i założono pierwszą plantację. Tam też postanowiłam się udać.

SONY DSC

Uji. Generalnie góry, lasy, rzeki i parę herbaciarni.

Pojechałam zatem do miasta Uji. Miasta, no właśnie – nie spodziewałam się tam znaleźć pól herbacianych jako tako, ale to miejsce i tak jest warte odwiedzin, z racji na słynny Pawilon Feniksa Byōdō-in, muzeum „Opowieści o księciu Genji”(tam niestety nie dotarłam; muzea w Japonii są otwarte tak krótko, że trudno zwiedzić więcej niż jedno dziennie) oraz mnóstwo małych sklepików, gdzie można nabyć najlepszą w Japonii herbatę i wszelkie jej przetwory.

SONY DSC

Byōdō-in, Pawilon Feniksa zbudowany w XI wieku.

Wyszukałam dwa miejsca na posiłek: Fukujuen Kissakan, herbaciarnia w której ponoć mają onigiri z herbatą gyokuro; niestety była zamknięta z niewiadomych przyczyn.
Na szczęście otwarte było Fukujuen Kōbō – tam postanowiłam zaszaleć i zamówić pełen zestaw obiadowy, oczywiście na bazie herbaty… Ale o jedzeniu zaraz, bo głównym punktem programu były, oferowane również przez powyższy Fukujuen Kōbō, warsztaty herbaciane!

SONY DSC

Pomnik Murasaki Shikibu, autorki „Opowieści o księciu Genji” z początku XI wieku.

W rzeczonym przybytku można wziąć udział w kilku różnych warsztatach (między innymi ręcznym przygotowywaniu liści herbacianych!) Na niektóre trzeba się zapisać, na niektóre nie – i tak udało mi się zdobyć doświadczenie własnoręcznego ucierania matchi – czyli proszku herbacianego (używanego tradycyjnie do ceremonii herbaty, a mniej tradycyjnie – do wszelakich słodyczy).

SONY DSC

Wygląda to następująco: siada się przed granitowym moździerzem do którego sypie się odrobinę herbaty tencha (generalnie suszone liście, tylko z odpowiednich plantacji). Moździerz ma bambusową rączkę – i kręci się tą rączką, i kręci, kręci, kręci, kręci… Po około 20 minutach (!) mamy porcję herbaty matcha dla jednej (!) osoby. Ludzie dawniej to mieli strasznie ciężko, teraz moździerze są elektryczne… No, w każdym razie, utartą herbatę można sobie utrzepać i wypić, galaretka yōkan gratis!

SONY DSC

Po jakże skutecznym ćwiczeniu bicepsa, przeszłam do części restauracyjnej. Mój wyczekany zestaw składał się z: ochazuke, czyli zupy, którą samodzielnie się przygotowuje zalewając herbatą z czajniczka widoczny w misce ryż, węgorza i chrupki (Herbatę hōjicha widoczną w czarce co chwilę dolewa nam kelnerka); herbacianego makaronu gryczanego soba, różnych pikli oraz soli herbacianej do posypania.

SONY DSC

Na koniec zeszłam do sklepiku z herbatą mieszczącego się na parterze i mini-muzeum, w którym można zobaczyć różne maszyny używane do produkcji herbaty. Pamiętam, że czytałam o tym wszystkim w gimnazjum jeszcze będąc. Wtedy nawet nie marzyłam, że kiedyś uda mi się to wszystko zobaczyć na własne oczy. No ale, proszę, dziecięce marzenia się spełniają.

SONY DSC

Jak już wspomniałam, większość ciekawych miejsc zamyka się około 17stej, a toż przecież dzień jeszcze młody! Obeszłam zatem jeszcze raz okoliczne sklepiki i świątynie (które też już niestety zamykały swe podwoje), i zdałam sobie sprawę, że chętnie napiłabym się zwykłej herbaty sencha… I spełnienie tej zachcianki nie było łatwe, przynajmniej nie w przyzwoitej dla studenckiej kieszeni cenie. Ale skoro już specjalnie tu przyjechałam…!
Niedaleko dworca znalazłam uroczą herbaciarnię, gdzie zajęłam miejsce pośród wystrojonych w yukaty młodych Japonek i zamówiłam upragnioną senchę oraz deser zenzai złożony z pasty azuki i ryżowych klusek zalanych herbatą matcha. Portfel pusty, ale w sercu radość!
SONY DSC

Z okna herbaciarni miałam piękny widok na rzekę. Uji to ładne miasteczko, ale, jak na sezon turystyczny, tak senne i wyludnione, że to aż dziwne. Jednakowoż polecam, zwłaszcza jeśli ktoś potrzebuje wytchnienia od zgiełku Osaki czy tłumów Kioto.

SONY DSC

Santa Evita
Reklamy

One thought on “Miasto nad rzeką herbaty

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s